Toruń etapem rajdu Nowy Jork – Warszawa

2 lipca 1934 roku, Toruń stał się, całkiem przypadkowo etapem transatlantyckiego rajdu samolotowego Nowy Jork – Warszawa.

Ben (czyli Bolesław) i Joe (czyli Józef) Adamowiczowie, wyjechali jako chłopcy „za chlebem” w roku 1911. Dorabiając się w Ameryce, Adamowiczowie nie pozostali zwykłymi „zjadaczami chleba”. Fascynowały ich wszelki techniczne „nowinki”. O pilotażu i nawigacji pojęcie mieli bardzo słabe. Postanowili skończyć szkołę dla lotników. Dla oszczędności uczył się pilotażu Ben, żeby później przekazać swoje umiejętności bratu.

W końcu zagrała w nich narodowa ambicja – samodzielnie dolecieć do Polski. Żeby dopiąć celu, bracia pozbyli się udziałów w fabryczce wody sodowej i domu. Po nakazanym przez władze egzaminie udzielono zezwolenia na przelot.

W Warszawie otrzymano wiadomość, iż bracia Adamowiczowie startują z Nowego Jorku rano 28 czerwca. Samolot, na którym wystartowali – „Bellanca” – miała szybkość podróżną 177 km/h. Obliczali, że po 8 i pól godzinach lotu zmienią kurs na Dublin w Irlandii, a potem – na Warszawę. Po 6 godzinach lotu wszystko w maszynie pokryło się szronem, temperatura oleju obniżyła się, samolot tracił sterowność i zaczął opadać.

Walcząc z wieloma przeciwieństwami wylądowali w Normandii pod miasteczkiem Flers-de-l’Orne na zachód od Argentan. Następnego dnia Adamowiczowie byli już w Paryżu. Po uzupełnieniu zapasu paliwa wzięli w południe kurs na Warszawę. Na skutek awarii musieli lądować w miejscowość Nedlez w Brandenburgii. Tego dnia Warszawa oczekiwała braci Adamowiczów nadaremnie…

„Szukaliśmy dużego miasta i dużej rzeki z mostami, czyli Warszawy nad Wisłą” – opowiadali. „Jesteśmy nad Polską” – zawołał w pewnej chwili wzruszony Joe. „A oto Wisła i Warszawa z jej mostami” – tryumfował nieco później Ben. „Tam, tam – widzisz? Lotnisko, polskie lotnisko!” – znów wołał Joe. Wylądowali…

2 lipca 1934 r. oficerem służbowym w 4 Pułku Lotniczym w Toruniu był por. pil. Barski. W gorące letnie południe, nad lotniskiem ukazał się samolot o nieznanej sylwetce. Jednosilnikowa awionetka z dziwnymi znakami. Samolot podszedł do lądowania. Podoficer startowy wskazał płytę postojową. Por. Barski udał się w kierunku nieznanego samolotu, z którego po wyłączeniu silnika wyszło dwóch niskich, przysadzistych, pucułowatych grubasków. Por. Barski pomyślał, że na lotników to oni nie wyglądają.
– Hallo boy! – zawołał jeden z nich. Jesteśmy w Warsaw. Right?
Byli to bracia Adamowiczowie…

adam_3.jpg

Zaopiekował się nimi Dowódca 4 Pułku i jego cały korpus oficerski. „Zwycięzców, Atlantyku” ugoszczono w kasynie oficerskim, a płk Heller połączył się telefonicznie z Aeroklubem Rzeczypospolitej w Warszawie, powiadamiając o przylocie Adamowiczów. Ppłk obs. Kwieciński, Sekretarz Generalny ARP, poprosił o wstrzymanie startu do godziny 16:00, bowiem lotnisko Mokotowskie nie było przygotowane na przylot Adamowiczów. Obu gości zawieziono do miasta. Wieść o ich przylocie rozeszła się po Toruniu i na Starym Rynku oczekiwały ich tłumy toruniaków.

adam_2.jpg

Adamowicze z zaciekawieniem oglądali staromiejskie uliczki. Potem zostali zaproszeni na obiad do Dworu Artusa. O godz. 15:30 kawalkada ruszyła w powrotną drogę na lotnisko. Przed odlotem płk Heller udekorował Adamowiczów Odznaką Pułkową. O godz. 16:00 „Bellanca” z honorową eskortą w składzie myśliwskiej eskadry ruszyła na start. Pod Modlinem czekała eskadra z 1 Pułku Lotniczego, która przejęła honorową eskortę.
Żeby znów nie zabłądzili…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *