Skradziony zając

Pewien urzędnik, mieszkający przy ul. Wybickiego 41a kupił sobie gwoli uradowania podniebienia zająca. Wiadomo — u urzędników dziś się nie przelewa, kupienie więc zająca niewątpliwie kosztowało dużo zastanowienia, medytacji i pewnego bohaterskiego zaparcia się. Wiadomo także, że zając, by był należycie smakowity, musi „skruszeć”. Wywieszono go więc za oknem. Wisiał sobie tam szaraczek dzień, dwa i dłużej aż pewnego dnia znikł. Stało się to w ub. piątek 5 bm. Właściciel zająca, gdy o godz. 9-ej wieczór wracał do domu, zauważył, że szaraczek, jak zwykle, wisi. W kwadrans później już go nie było, mimo. że wisiał przy oknie I piętra. Złodzieje podstawili do ściany drzwi z bramy domu, zdjęte z zawias, po nich wdrapali się do góry i zabrali zająca. Raz już oni dybali na tę zdobycz, ale zostali przez właściciela spłoszeni. Tym razem ich zuchwalstwo przyniosło im sukces. Może policja wytropi amatorów cudzej zajęczyny.
Słowo Pomorskie, grudzień 1930 r.

Komentarze do “Skradziony zając

  1. Też z archiwum:

    W Nadleśnictwie będą sprzedawali tanio zające po 50 złotych,,, jak leci.

    Pamietam jak kupowało się w Delikatesach zające jeszcze w latach 70-tych ub. w.

  2. Rozumiem, że można nie usłyszeć szelestu przecinanego sznurka ale żeby nie usłyszeć jak ktoś zdejmuje ciężką bramę z zawiasów to trzeba być głuchym jak pień i ślepym jak kret 😉
    Swoją drogą, ciekawe czy w latach trzydziestych było coś takiego jak „niska szkodliwość czynu” 😉

  3. To byli chyba jacyś „sportowcy”… Dorodny zając brutto wazy ok. 4 kg. to ile z niego jest konsumpcyjnego mięsa ? Najwyżej 2 kg. I po coś takiego dwa razy się przymierzać ?! I bramę z zawiasów zdejmować ?!
    Co do „niskiej szkodliwość czynu”. Wtedy w tym budynku mieszkało dwu urzędników. Jeden państwowy, drugi sądowy. Jeśli skradziono zwierzątko sądownikowi, to nie była to „niska szkodliwość czynu” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *