27 kwietnia 2014
Jak Lorenz konkurował z monopolem spirytusowym
WYKRYCIE TAJNEJ GORZELNI NA DĘBOWEJ GÓRZE W TORUNIU
Patrolującym posterunkom policji w pobliżu Dębowej Góry zwrócił uwagę fakt, że od pewnego czasu ludność tej okolicy, przeważnie bezrobotni, często się upijała. Wypadki upijania się bezrobotnych nawet do nieprzytomności zdarzały; się ostatnio coraz częściej. Spowodowało to policję do baczniejszej obserwacji, która w rezultacie dała rewelacyjne wyniki. Oto wykryto na Dębowej Górze świetnie zakonspirowana tajna gorzelnię. Właścicielem i gorzelnianym tego nielegalnego, konkurującego z państwowym monopolem spirytusowym, przedsiębiorstwa był niejaki Jan Lorenz. Osobnik ów przebywał 15 lat we Francji, po czym jako reemigrant wrócił do kraju i osiadł w Toruniu. Szukał tu sposobu zarobkowania i w rezultacie wpadł na pomysł wytwarzania spirytusu.
Lorenz, jako syn gorzelnianego, dobrze orientował się w wyrobie spirytusu. Toteż zdołał on skonstruować niezwykle precyzyjne aparaty, które umożliwiały mu z cukru, żyta i drożdży wytwarzać aż 89 procentowy spirytus. Za litr przez siebie wytwarzanego spirytusu Lorenz pobierał od swych klientów tylko 6 zł.
„Interes” szedł dobrze już od dłuższego czasu. Dalszej jednak nielegalnej produkcji spirytusu przeszkodziła policja, która wykryła tajna gorzelnię i zarekwirowała wszystkie aparaty oraz 15 litrów spirytusu oraz około 150 litrów tzw. zacieru. Jak się okazało Lorenz miał zamiar produkcję swoje rozszerzyć i dostarczyć swoim klientom jeszcze na święta własnego wyrobu likierów, wiśniówek, wódki czystej itd. Zamiary „przemysłowe” Lorenza jednak w czas uniemożliwiła policja Lorenz jest ojcem sześciorga dzieci.
Słowo Pomorskie, marzec 1937 r.
Monopol nie znosi konkurencji.
Ciekawe jak ukarano pana Lorenza i czy tej licznej gromadce dzieci nie przyniosło to krzywdy wielkiej.
Najskuteczniejszym sposobem w walce z monopolem spirytusowym i „konkurencja”jest nie spożywanie wyrobów alkoholowych.
A mówią żeby popierać lokalny przemysł….. Cóż to jest 15 litrów, toż to ledwie na własne potrzeby starcza, a przecież za chwilę święta miały być, przyszliby goście i rozeszłoby się pędzikiem 😉
Nie spożywać w ogóle…? Hmmm, myślę, że życie bez czekoladowych baryłek z alkoholem byłoby bardzo smutne 🙂
Rzadkość nad rzadkościami, ale zgadzam się z Izą!!! Rzecz godna odnotowania!!!
Faktycznie był to, można powiedzieć, „chałupnik” ale fachowiec wysokiej klasy! W domowych warunkach osiągnąć 89%, to już wielka sztuka. Widać przedkładał jakość nad ilość. Ale, jak wynika z artykułu, to już drugie pokolenie…
89% to żadna filozofia, pozostaje kwestia opłacalności.
Ciekawe, czy pan Lorenz myślał o założeniu filii swojej fabryki na Kozackich Górach? 🙂