15 marca 2011
Ofiara własnej gorliwości
Właściciel restauracji przy ul. Lubickiej 51, p. Zenon Wachowiak zostawiał zwykle na noc w lokalu restauracyjnym kota. Dobrze pojmując swoje obowiązki, czworonogi stróż nie spal, lecz jak przystało na porządnego kota, polował na myszy. W czasie pościgu za myszą kot zerwał z rury gazowej wąż gumowy, doprowadzający gaz do kuchenki. Gaz uchodził bez przeszkód aż do rana, kiedy nadeszli domownicy. Ku wielkiemu żalowi wszystkich znaleziono kota nieżywym — zatruł się on gazem, padając ofiarą własnej gorliwości. Na szczęście lokal restauracyjny był dość szczelnie zamknięty tak iż nikt z domowników nie ucierpiał od ulatniającego się gazu.
.
W uzupełnieniu wiadomości o wypadku zerwania przez kota węża gumowego od gazu w restauracji p. Zenona Wachowiaka (Lubicka 51) donoszą nam, że nie obyło się. jednak w opisanym wypadku bez szkody dla ludzi, bowiem ulatniający się przez całą noc gaz przedostał się z lokalu restauracyjnego na I piętro, do mieszkania właścicielki domu, gdzie spała córka właścicielki domu p. Stefanja Piotrowska z dwojgiem małych dzieci. Wszyscy troje ulegli zatruciu gazem, na szczęście niezbyt niebezpiecznie. Musiano jednak wezwać lekarza. W sprawie tej dalsze dochodzenia prowadzi policja.
Słowo Pomorskie, grudzień 1932 r.
Teraz wiemy dlaczego jest więcej kotów, ponieważ nie stosuje się już połączeń z wężem gumowym.
Wielka szkoda, że kiedyś nie było Sanepidu.
Kiedyś to był gaz – truł aż miło, dziś tylko wybucha 🙂
A tak na poważnie… Gaz koksowniczy, bo o takim tu mowa, był paliwem o dość niskiej wartości opałowej (trzykrotnie mniejszej od stosowanego obecnie metanu), jednakże o jego trucicielskiej mocy krążyły legendy.
Ze względu na wysoką zawartość tlenku węgla, wycofano go z użycia i zastąpiono bezwonnym gazem ziemnym. Do tego ostatniego dodaje się specjalną substancję o bardzo silnym zapachu, by zawczasu ostrzec o obecności w powietrzu tej silnie wybuchowej substancji. Nie jest on zbyt toksyczny, ale za to znacząco wpływa na wzrost efektu cieplarnianego.