13 sierpnia 2008
Koniec świata czy co?
Tak zapytywali przerażeni mieszkańcy Bydgoskiego przedmieścia (a zapewne i innych dzielnic miasta w piękny słoneczny poranek ostatniego maja, w środę 31. 5.
Była godzina 3 min. 45 rano. Słońce ledwo ukazało się na horyzoncie, ozłacając promieniami swojemi szczyty kościołów i wierzchołki drzew. Nad pogrążonem we śnie miastem rozpościerała się błoga cisza poranku letniego. Niespodziewanie ciszę tę zmącił jakiś okropny trzask, huk, ryk, łoskot, czy jak jeszcze rnożna ten piekielny odgłos nazwać, jakby się domy waliły, jak by 100 armat, nagle huknęło salwą, jakby 10 Niagar nagle zwaliło wszystkie swoje wody na nieszczęsne miasto. Pobudzeni ludziska w przerażeniu zrywali się z łóżek i biegli do okien, rzucając pełne trwogi pytania: „co się stało?” Wyjrzawszy oknem każdy odruchowo cofał się, wtulając głowę w ramiona: bo oto tuż nad domami, niemal zawadzając kołami o kominy, przemknął w powietrzu samolot, za nim drugi i trzeci. Piekielny łoskot śmigła był właśnie źródłem tego okropnego hałasu, który zrywał ludzi z łóżek, napędzając im śmiertelnego strachu. Ten i ów, przekonawszy się, o co chodzi, żegnał się pobożnie na wspomnienie o niedawnej strasznej katastrofie na ul. Reja, o samolocie, rozwalającym mury domu, o tragicznej śmierci śp. por. Zawadzkiego.
Uspokoiwszy się nieco kładli się ludziska z powrotem do łóżek, sen jednak, błogosławiony sen, tak niezbędny dla ludzi ciężkiej pracy, nie wracał na powieki: płoszył go monotonny huk krążących jeszcze przez godzinę nad miastem 3-ch samolotów.
Zapytać by wypadało, czy straszna owa katastrofa w dniu 6 kwietnia br. przy ul. Reja była niedoslatecznem jeszcze ostrzeżeniem, by raz na zawsze poniechać tak niskich lotów nad osiedlami ludzkimi no i następnie: czy sprawności bojowej lotnictwa istotnie nie można osiągnąć bez szarpania nerwów ludziom przez pozbawiania ich spokojnego snu?
Słowo Pomorskie, czerwiec 1933 r.
Takie były poczatki latania samolotami. Obecnie nakazana jest minimalna wysokość przelotów(chyba 600 m ale niech skorygują to lotnicy)
Pozdrawiam wszystkich kochajacych samoloty i nimi loty.
Już w 1923 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało surowy zakaz dokonywania popisów akrobatycznych ponad miastami i wsiami bez względu na wysokość, a nad polami poniżej 800 metrów. Równocześnie zakazano przelotów nad miastami z wyjątkiem koniecznych wypadków. (wg. Słowa Pomorskiego z sierpnia 1923 r.)
Widocznie ułańska fantazja pilotów była silniejsza niż zakazy władz…