Na targu toruńskim

Równe czworoboki obu rynków toruńskich, zazwyczaj spokojne i zaciszne, 2 razy w tygodniu zmieniają swoje oblicze: we wtorki i piątki, w dnie „targowe”. Prastary nasz ratusz wygląda wtedy, jak kokosza, otoczona ruchliwą czeredą piskląt. I w przenośni i dosłownie. Pisklęta „przenośne” — to rój gospodyń. obładowanych różnego kalibru koszykami i kobiałkami. Dosłownie — roje całe prawdziwych piskląt — mniejszych i większych kurczaków, zwiezionych z okolic Torunia a przeznaczonych na smakowite pieczyste dla nigdy nienasyconych toruńczyków.
.
stary_rynek_.jpg
.
Czy wszyscy jednak u nas jadają pieczyste z kurczaków? Ejże! Bo oto widać kobiecinę w steranem ubraniu, co chodzi od straganu do straganu, z zakłopotaniem wypytując o cenę główki kapusty lub pęczka marchwi. Zawsze jest jej za drogo, targuje się, wybiera i kłopotliwie przelicza trzymaną w garści drobnicę: „czy aby starczy?”
Targują się zajadle zresztą nie tylko ubogo odziane kobieciny. Widzimy tam i wytwornie odziane damy, za któremi służące dźwigają pakowne kosze, jak do upadłego targują się o każdy grosz. Są uparte i wytrwałe. Dziesięć razy wrócą do tej samej sprzedawczyni, by wreszcie dobić targu z zadowoleniem, że udało się utargować kilka groszy. Umiejętność targowania się należy ponoć do tajemnic kunsztu „dobrej gospodyni”.
.
stary_rynek.jpg
.
W dnie targowe na obu rynkach, w środku miasta, wyrastają jakby nowe miniaturowe miasta: ulice i place tworzą tutaj równe szeregi naszych gospodyń wiejskich z rozłożonemi prowiantami, któremi kuszą oko przechodnia. Czego tam niema! Wszelkie dary matki-ziemi, od pyszniących się swojemi kędzierzawemi warkoczami marchewek i brzuchatych rzodkiewek, poprzez melancholijną zieleń prawdziwych „kapuścianych łbów” aż do czerwieniących się rubinem krwi wisien. Całe kosze jaj (zawsze „świeżych”) i wróżące ucztę lukullusową szafranowo-żółte bryły masła nęcą oko i napędzają ślinkę do ust.
Gdy kosz już pełen, przypomina sobie gosposia o śledziu „piątkowym”. A może „staremu” zrobić niespodziankę w postaci kęsa smakowitego szczupaka? Nic to, że po te smakołyki trzeba dreptać z ciężkim koszem na ramieniu z pod ratusza aż na Rynek Nowomiejski.
.
nowy_rynek.jpg
.
Tu, wzdłuż chodnika — królestwo ryb! W dzieżach, kadziach, koszach i beczułkach — znieruchomiałe cielska olbrzymich szczupaków a obok nikłe kształty srebrnołuskich płotek i innej „drobniny”. W kadzi z wodą leniwie porusza połyski lwem cielskiem, w wężowatych przegubach, oślizgły węgorz. Ani przeczuwa, że za parę godzin już może pozostaną po nim żałosne szczątki, które kot zgłodniały wygrzebywać będzie z pudła śmietnikowego.
Na „ulicach” miasta „targowego” rojno i tłoczno. Gwar głosów, nawoływania przekupek, zachwalających swój towar zagłusza warkot przelatującego nad miastem samolotu. Jakaś gosposia, włożywszy torebkę do kosza, zajęta jest badaniem jaj „pod światło”. Czy aby świeże? Wybrała wreszcie mendel — chce płacić. O zgrozo! Torebki w koszu niema! Krzyk, rwetes, płacz! Policja! Ejże! Ktoby tam złapał w takim ścisku i tłoku złodzieja. Na targu trzeba uważać. Bo na targu nie tylko sprzedaje się i kupuje, lecz i „poluje się” â€” na torebki roztargnionych pań.
Zbliża się południe. Na ratuszu strażak odegrał hejnał. Rynki z wolna pustoszeją. Gdzie niedawno jeszcze kłębił się tłum ludzi, zajeżdża majestatycznie olbrzymi smok, magistracki „Dion-Bouton” i strumieniami wody spłukuje ślady targu.
.
polewaczki.jpg
.
Zapóźnione przekupki, którym woda skropiła kosze z poziomkami, z przeraźliwym piskiem uciekają.
Jeszcze po pół godzinie rynki przyoblekają się w swój zwykły spokój i powagę. Do następnego targu.
Słowo Pomorskie, lipiec 1931

Komentarze do “Na targu toruńskim

  1. Targi na Rynku Nowomiejskim to jedne z najmilszych wspomnień z dzieciństwa,Ze szkoły do domu zawsze wiodła droga przez rynek.
    Na przeciwko obecnej galerii stoisko miała bardzo korpulentna”przekupka”.
    Czasami za pomoc w sprzedawaniu jabłek naszemu sasiadowi dostało sie troche jabłek do domu.To się już „ne vrati” jak mawiają bracia Czesi.

  2. Handel rybami na Rynku Nowomiejskim miał też swoje złe strony 😉 „Jak wiadomo, na handel rybami przeznaczono stronę frontową, przylegającą do ul. Św. Katarzyny. Toteż w dni targowe zapach śledzi i ryb zatacza dość olbrzymie koła i niejednokrotnie jest w swem pomieszaniu przykrym. O wiele przykrzej uderza ten zapach po usunięciu się handlujących rybą. Oto woda z ryb a specjalnie solna ropa ze śledzi ściekająca przez dzień handlowy, oblepiwszy kamienie rozkłada się i zanieczyszcza powietrze. Zdaniem naszem po każdym targu należałoby tę część rynku skropić lizolowym rozczynem lub przysypać niegaszonem wapnem, by znieczulic nieznośny zapach”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *