Wędkarze nad Wisłą

W ładne dnie dużo publiczności przechadza się na Nadbrzeżu, aby nie tylko zaczerpnąć świeżego powietrza i ogrzać się na słońcu, ale jeszcze z ciekawością śledzi wędkarzy, którzy całemi gromadami wysiadują nad brzegiem Wisły z zarzuconemi wędkami. Łowią ryby nie tylko dorośli i młodzież lecz takie niemal dzieci. Po 30 do 40 gromadzą się na jednem miejscu z wędzidłami rożnej długości i czyhają na zdobycz. Starsi raz po raz schwycą większą rybę, lecz dzieci z swemi prymitywnemi wędkami wyławiają tylko najmniejszy gatunek ryb tzw. uklejki, nie większe od zwykłej szprotki. Całemi sznurami do 50 i więcej sztuk zanoszą do domu, aby je upiec i skonsumować z ośćmi, bo przy takiej delikatnej rybce nie opłaci się je oczyszczać. Są tez wypadki, że taki starszy wędkarz, który całemi godzinami siedział nad Wisłą i nie miał „szczęścia”, a chcąc się poszczycić w domu złowioną rybą, cichaczem udaje się do rybaka, zakupuje porcję ryb i chwali się swą zdobyczą. W Wiśle jest dużo ryb, pochodzących z morza, jak jesiotry, węgorze, sandacze, minogi i kilka innych gatunków, które oprócz węgorza na wędki się nie chwyta, lecz dużo ryb jest słodkowodnych i te są zdobyczą wędkujących.

Nad samym brzegiem Wisły w mieście trudno schwycić większą rybę i to dlatego, że ryby są płoszone przez statki i łódki, a ryba lubi spokój. Zatem ci wszyscy, którzy łowią ryby na Nadbrzeżu więcej robią to dla „sportu”, niż z korzyścią dla siebie.

Słowo Pomorskie, maj 1932 r.

Komentarze do “Wędkarze nad Wisłą

  1. Być może gdyby kiedyś nie zabijano wszystkiego co się rusza, dziś tych rybek w rzekach byłoby nieco więcej. A przypadki „odkupywania” połowu znane są i dzisiaj – i chyba nie jest to jednak kwestia braku szczęścia ile kwestia jakiegoś ….hmmm…”nadużycia” 😉

  2. Potem była industrializacja i dużo chemii. Miłośnikom wędkowania w Wiśle pozostały we wspomnieniach taaaakie ryby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *