Egzotyczni goście w Toruniu w XVIII wieku

Z pożółkłych kart protokółów toruńskiej rady miejskiej

Niedawno podały gazety pomorskie „sensacyjną” wiadomość, że w Grudziądzu pojawił się jakiś egzotycznie wyglądający jegomość, który dziwacznym swym strojem i wyglądem wzbudził powszechna zainteresowanie w całym mieście. Był to, jak się później dowiedziano, Malajczyk, członek załogi jednego z egzotycznych okrętów – jaki w tym czasie zawinął do Gdyni.
Jeżeli dziś jeszcze w wieku radia, pary i elektryczności tego rodzaju egzotyczne wizyty wzbudzają u nas powszechną sensację, czego dowodem choćby wspomniane notatki prasowe, to cóż dopiero mówić o wrażliwości na egzotyzm mieszkańców Torunia w wieku XVIII, kiedy to świat był naprawdę dla większości ludzi deskami zabity, a podróż ówczesnymi prymitywnymi środkami komunikacyjnymi tak uciążliwa, że tylko w wyjątkowych wypadkach wyścibiali ludziska trochę nosa poza granice swego powiatu, czy województwa

EGZOTYCZNE WOJSKA
Co się tyczy Torunia, to miasto to na ogół nie mogło się w tych czasach zaćmienia potęgi Rzplitej użalać na brak egzotycznych odwiedzin. Obce wojska, już to w roli wrogów, już to przyjaciół, często gościły w jego murach. Trzy razy nawiedzali Toruń „rabusie Północy” — luterańscy Szwedzi, obracając za trzecim razem w roku 1703 większą część miasta, w gruzy. W XVIII wieka znowu wojska rosyjskie niemal że z miasta nie wychodziły. Widzieli wówczas toruńczycy wszystkie szczepy i narody potężnego Imperium rosyjskiego — Kalmuków, Baszkirów. Mordwinów, Czeremisów, Tatarów. Nogajców. Czuwaszów. Wogutów i innych Ugrofinów, stanowiących duży odsetek w wojskach rosyjskich, goszczących w Toruniu.
W czasie wojny północnej i później przechodzili przez Toruń groźni „rabusie” Sasi, godni sprzymierzeńcy Rosjan. Składali też wizyty Brandenburczycy i Prusacy.
Po skończeniu wojny siedmioletniej przewaliły się przez Toruń różnojęzyczne zastępy jeńców austriackich, wypuszczonych do domu przez Prusaków z obozów jeńców w Prusach Wschodnich.
Z małymi wyjątkami te zbiorowe wizyty wielotysięcznych zastępów wojsk cudzoziemskich, zwłaszcza rosyjskich, były zgoła niemiłe dla toruńczyków. Nie o nich też chcemy tu pisać, ale o pojedynczych, indywidualnych wizytach egzotycznych osobistości cudzoziemskich w Toruniu w wieku XVIII.

POSELSTWO TURECKIE
Nasampraód wypada nam zacząć od wizyty, jaką złożył Toruniowi w marcu 1733 roku nie byle kto, bo sam poseł wielkiego padyszacha i kalifa sułtana tureckiego. Poseł ten odwołany z Polski przez Wysoką Porte, otrzymał wprzód jeszcze zlecenie udania się do Szwecji w ważnej misji dyplomatycznej. Był to właśnie czas tuż po śmierci króle polskiego Augusta II Sasa. Zanosiło się na burzliwe bezkrólewie i podwójną elekcje. Najpoważniejszy kandydat polski król – tułacz Stanisław Leszczyński, cieszył się poparciem Francji, Szwecji i Turcji. Jego kontrkandydat Fryderyk August, elektor saski (późniejszy August III Sas) miał za sobą Austria i Rosję. Wysoka Porta Otomańska chciała uzgodnić ze Szwecją współdziałanie na wypadek interwencji zbrojnej Rosji w Polsce. W tej ważnej misji właśnie jechał poseł turecki z rozkazu padyszacha z Warszawy do Sztokholmu, a to że było bezkrólewie, czas niespokojny, więc nie ufając polskim drogom, wybrał poseł turecki najbezpieczniejszą komunikację wodną i popłynął wraz z swym orszakiem statkiem wiślanym w dół Wisły w drogę do Gdańska. Ponieważ osoba posła jest świętą, a w czasie bezkrólewia i związanego z nim bezrządu łatwo być mogło o jakieś wybryki, przeto prymas Teodor Potocki, jako Interrex, czyli zastępca króla w czasie bezkrólewia i regimentarz Stanisław Poniatowski, jako najwyższy zwierzchnik wojskowy po hetmanach, wysłali pisma upominające do wszystkich wojewodów, starostów, ziem i powiatów oraz miast, przez które miał przejeżdżać poseł, z poleceniem pilnego czuwania nad Jego bezpieczeństwem oraz zapewnienia mu w drodze wszelkich możliwych wygód i usług.
Dnia 28 lutego 1733 roku wystosował regimentarz Poniatowski do rady miasta Torunia list, następującej treści: „Prasnobiles et Generoei Domini Amici Observandi i Pan Poseł Turecky ordynowany do Szwecyi, człowiek distinotarum gualitatum. zalecony srodze Rzplitey, na Thoruń y Gdańsk trakt swoy divertit, któremu per contiderationem stateczney s Prześwietną Porthą Przyjatni, że w kraiu naszym omnem civilitatem (wszelką grzeczność) pokazać należy, jako wiemy dobrze wszelka Waszmość Panów ludzkość, tak ex munere meo (z urzędu mego) proszę wielce y oblignię Waszmościów, ażebyście go nie tylko mile y wdzięcznie przyjęli, ale tesz wygodną naznaczywszy stancyę omnimodam obmyślili commoditatem (wygodę), czego jako pewien iestem de solita humanitate Waszmosć Panów, tak świadczoną hoc in paesu ludzkość, w podaiących się zawdzięczać będę okkazyach”.
Podobnej treści list w języku łacińskim wyekspediował do rady toruńskiej z Warszawy 18 marca tego roku także sam intarrex prymas Teodor Potocki.
Po otrzymaniu pisma instanojalnego od regimentarza uchwaliła rada toruńska na posiedzeniu z dnia 13 marca oddać do dyspozycji posła tureckiego w razie jego przybycia do Torunia dom mieszczanina Köhlera przy Rynku Staromiejskim na bezpłatną kwaterę. Oprócz tego postanowiono wysłać do niego, w razie gdyby zechciał zawitać do Torunia, w deputacji dwóch znamienitych rajców Nataniela Bogumiła Gnospiusa i Jakuba Starcka, którzy mieli go powitać imieniem rady miejskiej. W wypadku zaś gdyby nie zamierzał przybyć do samego miasta i ograniczył się tylko do postoju na statku przy brzegu Wisły, miał go powitać jedynie sam sekretarz miejski Hopner.
Dnia 18 marca rano przyszła do miasta wiadomość, że oczekiwany już od tak dawna poseł turecki przybył wraz z swym orszakiem na statku do Kaszczorka pod Toruniem i tam wysiadł na ląd. Na wiadomość o tym zmieniła rada swe dyspozycje i pchnęła pospiesznie sekretarza Hopnera z 4 kolaskami do Kaszczorka, by zaprosił posła tureckiego do wypoczęcia w domu Köhlera w Toruniu. Poseł przyjął zaproszenie i cały orszak ruszył w powozach do Torunia. W pierwszej karocy zaprzężonej we dwa. konie jechał sekretarz toruński Hopper, tuż za nim w ozdobnej karocy zaprzężonej w sześć białych koni jechał sam Ekscelencja poseł turecki, otoczony po bokach, honorową eskortą sześciu konnych kawalerzystów toruńskich i podoficerem na czele. W dalszych dwóch poczwórnych kolasach jechała reszta orszaku poselskiego. Wśród osób. towarzyszących posłowi, znajdowali się też wysłannicy skarbu koronnego, którzy mieli zlecone starać się o wyżywienie i kwatery dla posła tureckiego przez cały czas Jego podróży do Gdańska. Rada toruńska jednak pomimo to nakazała kamlarii miejskiej przygotować wszelką żywność i napoje dla tak dostojnego gościa, tak. aby mu na niczym nie zbywało, a zwłaszcza. aby czasem mu czego nie przesyłano z komory celnej w Dybowie. Przydał mu też zaraz dla asystencji jednego z urzędników kancelarii miejskiej, który miał natychmiast spełniać wszelkie jego zlecenia i zachcianki.
Gdy tylko sekretarz Hopner dal znać o przybyciu posła do Torunia, zaraz w te pędy udali ale do jego kwatery w domu Köhlera obaj delegaci rady toruńskiej Gnospius i Starck, by powitać dostojnego gościa orientalnego, pogratulować mu jego szczęśliwego przybycia do Torunia, oraz prosić go w imieniu rady, by raczył choć kilka dni zamieszkać w Toruniu. — Wysłuchawszy oracji delegatów rady toruńskiej, przełożonej mu na język turecki przez jego przybocznego tłumacza — dragomana, pełniącego obowiązki sekretarza legacji, Jego Ekscelencja raczył się uśmiechnąć mile, po czym kazał z kolei dragomanowi przełożyć toruńczykom na język niemiecki, że z wielką wdzięcznością przyjmuje oznaki czci i szacunku, jakie go w Toruniu spotykają, oraz usługi rady toruńskiej, których nie zapomni, ale niestety nie może dłużej nad jeden dzień pozostać w Toruniu, gdyż misja, w której jedzie do Szwecji jest nagła i bardzo pilna, więc nie może zwłóczyć ani chwili. Wobec tego nie pozostało toruńczykom nic innego jak życzyć mu szczęśliwej podróży i pomyślnego wyniku jego misji.

ZAGINIONY TUREK Z KASZCZORKA
Tuż przed odjazdem posła przyszedł do prezydenta miasta oficer turecki, porucznik z orszaku poselskiego, donosząc że jeden Turek ze świty posła pozostał z niewiadomych powodów na Kępie Kaszczorskiej. wobec czego prosił w imieniu posła o szybkie odszukanie go i przywiezienie do Torunia. Niestety, wszelkie poszukiwania na Kaszczorskiej Kępie za zaginionym Turkiem nie dały rezultatu. Przepadł jak kamień w wodę.
W trzy dni po odjeździe posła tureckie go zjawił się nagle w Toruniu zaginiony Turek. Rada miejska miała z nim kłopot nie lada. Poseł turecki odpłynął bowiem 3 dni przedtem statkiem Wisłą do Gdańska gdzie miał przesiąść się na okręt gdański, udający się do Szwecji. Chodziło więc o to, by jak najszybciej zabłąkanego Turka odstawić z Torunia do Gdańska. Rada toruńska dała mu pieniędzy na drogę i wyprawiła najbliższym statkiem do Gdańska, a sekretarz Klosmann w liście do sekretarza gdańskiego prosił go, aby dopomógł Turkowi temu w odnalezieniu swego pana.

POWRÓT POSŁA TURECKIEGO
Dnia 8 sierpnia tego samego roku w drodze powrotnej ze Szwecji zawitał poseł turecki po prawie 5-miesięcznej nieobecności z powrotem do Torunia, gdzie, jeśli wierzyć relacji prezydenta toruńskiego, został sowicie ugoszczony przy czym zdaje się, że szlachetni rajcy miejscy wraz z niewstrzemięźliwym wyznawcą Mahometa zalali sobie nieźle pałkę, bo jak mówi rzeczony protokół rady z dnia 10 sierpnia „wina wyszło niezgorzej przy tej okazji, jadła jednak niewiele”. Wydatek stąd powstały chciała pokryć kamlaria toruńska, ale nie dopuścili do tego delegaci skarbu koronnego, którzy mieli zlecone starać się o żywność dla posła w drodze. Sami tę bagatelkę uregulowali, zaznaczając, że muszą to zrobić, bo miasto Toruń, podobnie jak Gdańsk, tak raczyły i żywiły posła tureckiego z jego świtą, że oni nic do kuchni poselskiej zakupywać nie musieli, a przecież mieli na ten cel dane pieniądze.

SYRYJSKI KSIĄŻĘ MARONICKI
Poseł turecki nie był ostatnim orientalnym gościem, jaki złożył w tym okresie czasu wizytę „pięknemu” Toruniowi. Dnia 22 listopada 1747 roku zgłosił się w magistracie toruńskim jakiś egzotycznie wyglądający jegomość, który podał, że jest księciem maronickim z Syrii i nazywa się Wiktoriusz Nessar. Jako reprezentant srodze uciśnionych i mordowanych przez muzułmańskich Turków i Druzów chrześcijańskich górali syryjskich z gór Libanu — Maronitów prosił on radę toruńską o ofiarę pieniężną dla swych biednych rodaków oraz o konie i podwodę aż do Strzelna. W sprawie tej złożył on nawet własnoręcznie napisaną suplikę, po której odczytaniu, rada poleciła sekretarzowi Oloffowi przedstawić Syryjczykowi, że miasto Toruń jest w fatalnym położeniu i finanse miejskie nie pozwalają na przyjście jemu z pieniężną pomocą, ani też na użyczanie mu koni i podwody dla przewiezienia go z Torunia do Strzelna.

SZEJK ARABSKI
Nie koniec na tym. W dwa lata później 21 marca 1749 roku przyprowadził do prezydenta miasta Torunia definitor od oo. bernardynów toruńskich arabskiego księcia, zalecając go gorąco do łaski magistratu, a to z tego powodu, że książe ten porzucił muzułmanizm i dał się nawrócić na katolicyzm, był jednak bardzo nieszczęśliwy, gdyż żona i dzieci jego pozostały w niewoli pogańskiej, a nie miał ich za co wykupić. Rada uchwaliła wysłać do księcia arabskiego, przebywającego w tym czasie w klasztorze oo. bernardynów, sekretarza Oloffa, który z jej polecenia wyłuszczył księcia, że miasto Toruń nie ma żadnego funduszu, z którego mogłoby ma dać jakąś jałmużnę. Książę arabski starał się wpłynąć na Oloffa przedstawieniem swej okropnie tragicznej sytuacji, dając do zrozumienia, że zadowoli się najmniejszą choćby sumką. Jednak rada nic mu nie dała.

WŁOCH LEWANTYŃSKI I KSIĄŻĘ GRUZJI
Dnia 18 czerwca 1751 roku zjawił się znowu w magistracie toruńskim jakiś człowiek, który się podał za Włocha i opowiedział wielce żałośliwą i wzruszającą historię o tym, jak to od dłuższego czasu chodzi po świecie i zbiera składki, aby wykupić swego brata z niewoli tureckiej. Rada jednak nie dowierzała mu, uważając go za zwykłego oszusta, dlatego nie tylko odmówiła jego prośbie o jakiś datek pieniężny, ale też zabroniła mu surowo żebrania po mieście. — W trzy dni potem 21 czerwca 1751 pojawił się znowu w Torunia orientalny gość, tym razem z dalekiego Kaukazu. Zjawił się on u prezydenta toruńskiego, podając że jest księciem Georgii, Gruzii i Mingrelii i prosił go o zapomogę pieniężną na drogę i furę aż do najbliższego miasteczka. Prezydent odmówił mu jednak jednego, jak i drugiego, wietrząc w nim zwykłego awanturnika i łazika, jakich wiele było w tych czasach.

KSIĄŻE Z GÓRY LIBANON
Jeszcze jeden taki utytułowany jegomość, mag, czy raczej magik ze Wschodu, zjawił się w Toruniu 21 października 1754 roku, podając się za syna księcia z góry Libanon. Prosił on radę toruńską o zasiłek; ale został podobnie jak poprzedni odprawiony z niczym.
Trudno dziś zbadać, czy ludzie ci byli rzeczywiście tymi, za których się podawali, czy też tylko zwykłymi oszustami i „kanciarzami” w rodzaju „Króla i księcia”, słynnej pary oszustów z powieści Marka Twaina. W każdym razie uderza nas to, że rada toruńska nic im nie dała, zasłaniając się brakiem funduszów. Uderza nas to tym więcej, że w innych wypadkach rada toruńska była więcej hojna.

MNIEJ „KSIĄŻĘCE” OSOBISTOŚCI
Tak na przykład trzem studentom węgierskim, studiującym w gimnazjum w Toruniu, uchwaliła rada 18 stycznia 1751 na ich prośbę wypłacić im 6 złotych jako wiatyk, aby mogli się udać na studia uniwersyteckie. Pogorzelcowi szlachcicowi litewskiemu, chorążemu Michałowi, Feliksowi, Wiktorowi Giedroyciowi, proszącemu o wsparcie dała rada toruńska jednorazowo 3 złote, nakazując mu opuścić zaraz miasto i nie chodzić po domach, aby go jaka konfuzja od wójtów dziadowskich (Bettelvögte) nie spotkała. Najzabawniejsza jest jednak historia z dwoma wychrztami żydowskimi, którzy zjawili się w magistracie toruńskim 14 lipca 1751, podając się za studentów teologii i prosząc o wsparcie. Że zaś mieli zaświadczenia z akademii w Halle, przeto rada kazała dać każdemu z nich po 1 talarze reńskim, zabraniając im dalszej żebraniny po mieście.
ZBILUT KRZEMIŃSKI
Słowo Pomorskie, grudzień 1937 r.

Komentarze do “Egzotyczni goście w Toruniu w XVIII wieku

  1. Metoda na ograbionego czy wygnanego cudzoziemca po 250 latach nadal jest powszechnie stosowana w wielu miejscach, zwłaszcza jeśli egzotyczni mieszkańcy są nadal rzadkością 😉

  2. Dzisiaj w epoce telefonów i internetu takie historie by nie przeszły.
    Urząd Miasta Torunia urzędem Gminy Toruń zwany ma wielką armię urzędników
    OMPS i przekabacić łatwo sie nie da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *