Katastrofa samolotowa pod Toruniem

Porucznik pilot Stanisław Szczeniawski zabity. Samolot doszczętnie zniszczony. Przyczyna katastrofy ostatecznie nie wyjaśniona.

Wczoraj, dnia 24. bm. zaszła pod Toruniem straszna katastrofa samolotowa. W godz. popołudniowych około 4 wzbił się z lotniska 4 pułku lotniczego w Toruniu na aparacie ćwiczebnym myśliwskim porucznik-pilot Stanisław Szczeniawski celem kontynuowania lotu ćwiczebnego. Ruta lotnicza prowadziła w kierunku Grębocina pod Toruniem, gdy nagle mieszkańcy pobliskiego majątku Koniczynki ujrzeli na wysokości około 1000 metrów w powietrzu płonący samolot, nad którym pilot stracił widocznie panowanie, gdyż aparat koziołkując z błyskawiczną szybkością runął omal prostopadle na pobliskie wzgórze. Jeszcze podczas lotu słyszeć się dała silna detonacja, powstała prawdopodobnie wskutek eksplozji zbiornika z benzyną.
Śpieszącym natychmiast z pomocą mieszkańcom Koniczynek przedstawił się na wzgórzu tragicznie chaotyczny widok. Widać było płonący stos szczątków samolotu, a wśród splotu drutów, wiązań i blachy wychylał się zwęglony do niepoznania trup nieszczęśliwego lotnika Z położenia trupa można wnioskować, iż porucznik Szczeniawski zamierzał w ostatniej chwili wyskoczyć z samolotu, co mu się też prawdopodobnie udało, jednakże następnie został przywalony i zabity ciężarem spadającego samolotu.
Jak zdołaliśmy stwierdzić na miejscu wypadku i dowiedzieć się z opowiadań naocznych świadków, katastrofa nastąpiła w powietrzu wskutek eksplozji. Siłą wybuchu aparat został już w powietrzu częściowo porozrywany, gdyż szczątki samolotu znaleziono w promieniu 2 kilometrów od miejsca zdarzenia. Dowiadujemy się dalej, iż śp. Szczeniawski częściej już odwiedzał na samolocie tę właśnie okolicę, gdzie mieszka szwagier jego — właściciel Lipniczek. Zdarzało się nawet podobno, że śmiały lotnik lądował na polach majątku i odwiedzał rodzinę.
Łatwo sobie wyobrazić przerażenie rodziny, która patrząc na płonący samolot, wiedziała, że tam właśnie w powietrzu rozgrywa się straszliwy akt i że nieszczęściu żadna siła ludzka nie jest w stanie zapobiec Zwłoki tragicznie zmarłego lotnika przewieziono do Torunia, gdzie też prawdopodobnie odbędzie się pogrzeb.

.

Agencja Wschodnia podaje o wypadku co następuje:
Wczoraj 24 bm. o godz. 17 pod majątkiem Koniczynka własność p. Feldkellera (koło Papowa) wydarzyła się katastrofa samolotowa, pociągając za sobą śmierć lotnika porucznika pilota Stanisława Szczeniawskiego z 4 Pułku Lotniczego w Toruniu i całkowite zniszczenie aparatu.
Przyczyny katastrofy nie zostały dotychczas wyjaśnione, wiadomem jest tylko, że na wysokości 800 metrów oderwały się skrzydła samolotu myśliwskiego, który prowadzony był przez samego śp. por. Szczeniawskiego.
Jak się dowiadujemy, zmarły tragicznie oficer był komendantem parku lotniczego w Toruniu i poprzednio zajmował stanowisko instruktora w szkole pilotów w Bydgoszczy, więc był to lotnik doświadczony i na odpowiedzialnem stanowisku. Śp. por. Szczeniawski miał lat 29, pochodził z Wołynia, służył podczas wojny światowej w armji rosyjskiej, od początku zaś istnienia Rzeczplitej Polskiej służył w armji polskiej, w lotnictwie zaś pracował od lat pięciu. Podczas wojny z bolszewikami odznaczony został „Krzyżem Walecznych”.
Jako oficer i lotnik zapowiadał się świetnie, zdolny, zrównoważony i poważny, cieszył się wielkiem uznaniem przełożonych i dużą sympatją kolegów, więc zgon tego dzielnego i lubianego powszechnie oficera w tak młodym wieku wzbudził żal i wielkie współczucie dla pozostałej wdowy z siedmiomiesięcznym synkiem.
Słowo Pomorskie, sierpień 1927 r.

.

1927_08_27-1.jpg

 

Pogrzeb śp. por. Stanisława Szczeniawskiego, ofiary katastrofy lotniczej odbył się. dzisiaj w sobotę przed południem. Z kostnicy szpitala przewieziono zwłoki do kościoła garnizonowego, gdzie odbyło się nabożeństwo żałobne. O godz. 10:30 wyruszył kondukt żałobny z kościoła na cmentarz. Na czele kroczyła kompania honorowa 4 p. l. za nią niesiono osiemnaście wieńcy. Kondukt żałobny prowadził ks. prałat Sienkiewicz w asyście innych duchownych. Trumna spoczywała na kadłubie samolotu wśród wieńcy i kwiatów. Liczne rzesze podążające za trumną by oddać ofierze tragicznej katastrofy ostatnią przysługę świadczyły o sympatji jaką cieszył się zmarły wśród społeczeństwa i o współczuciu dla rodziny, która poniosła tak bolesną stratę.
Słowo Pomorskie, sierpień 1927 r.

.

1927_08_26-1.jpg

Cmentarz Garnizonowy w Toruniu

 

Komentarze do “Katastrofa samolotowa pod Toruniem

  1. Latanie jak ptaki jest jednym z najstarszych marzeń .
    Spełnienie marzeń wymaga ofiar.
    Dobrze ,że wspomino o tym który oddał to co najcennejsze-własne zycie.

  2. Bardzo zainteresowało a jednoczesnie ucieszło mnie wspomnienie o por.pilocie Stanisławie Szczeniawskim. Por.Szczeniawski był pierwszym mężem mojej mamy a siedmiomiesięczny wówczas syn moim bratem. O katastrofie mam mi opowiadała dużo pozostawiła też kilka pamiątek ale przeczytać samemu oryginalne teksty to naprawdę wielkie przeżycie.Urodziłem sie kilka lat po tej katastrofie.