Potworne morderstwo, w biały dzień w centrum Torunia.

W sobotę 27 czerwca w godzinach popołudniowych cały Toruń zelektryzowany został wiadomością o zagadkowem morderstwie, dokonanem w biały dzień w centrum miasta przy ruchliwej ul. Kopernika.

tu mieścił się sklep M. Pohl

Ofiarą mordu padła właścicielka sklepu ze starzyzną na rogu ul. Kopernika i Piekar Niemka Meta Pohl, lat 56.

Do sklepu przyszedł miedzy godz. 14 a 15 sublokator M. Pohl, Jan Ciepliński, agent handlowy. Nie widząc nikogo w sklepie, a przeczuwając coś niedobrego, Ciepliński wezwał na świadka sąsiada p. Kaszubowskiego i obaj udali się do sklepu, gdzie za ladą znaleźli zwłoki Mety Pohl. Zawiadomiono natychmiast policję i na miejsce przybyły władze sądowo-śledcze. Jak stwierdzono, M. Pohl została najpierw ogłuszona uderzeniem tępem narzędziem w głowę a następnie, już nieprzytomnej, morderca podciął gardło brzytwą czy też ostrym nożem tak głęboko, że przecięte zostały krtań, przełyk, naczynia krwionośne szyi, przyczem ostrze sięgnęło aż do kręgosłupa, śmierć musiała nastąpić natychmiast Narzędzia zbrodni na miejscu nie znaleziono, jak również żadnych innych śladów po zbrodniarzach. Czy zostało co zrabowanem, trudno było ustalić, wobec panującego, jak zwykle w rupieciarniach, nieładu, zaś zamordowana żyła zupełnie samotnie i niema nikogo, kto by znał zapasy jej „towaru” lub jej stan majątkowy.

Meta Pohl

M. Pohl pochodziła z Lignicy (na Niemieckim Śląsku), zamężną była za komisarzem policji niemieckiej, z którym jednak nie żyła i po rozejściu się z nim, osiedliła się przed 23 laty w Toruniu, gdzie założyła pracownię gorsetów. Swego czasu dobrze się jej powodziło, miała liczną klientelę, gdy jednak gorsety z nakazu mody zostały zarzucone, przedsiębiorstwo jej podupadło, M. Pohl zubożała i jęła się handlu starzyzną. Sklep jej mieścił się na rogu ul. Kopernika i Piekar, mieszkała zaś przy ul. Klonowicza 41, gdzie w 4-pokojowem mieszkaniu zajmowała 1 pokój a resztę odnajmowała sublokatorom. Mieszkała wspólnie z 90-Ietnią staruszką Niemką Schönborn, którą częściowo utrzymywała. M. Pohl miała zamężną siostrę w Neusaltz nad Odrą (w Niemczech) i 2 braci w Ameryce, którzy od czasu do czasu przysyłali jej dolary; M. Pohl jednak zdaje się nie robiła dla siebie użytku z dolarów, gdyż żyła bardzo ubogo. Możliwe, że gromadziła przysyłane jej dolary i że ktoś mógł wykryć kryjówkę, gdzie Pohl dolary chowała i by je zdobyć, zamordował nieszczęśliwą kobietę. Krąży też inna wersja: że M. Pohl otrzymała większe pieniądze na skutek wygranego procesu z pewnym swoim przedwojennym dłużnikiem.

Echa morderstwa przy ul. Kopernika.
Jak się dowiadujemy przybyłe z Niemiec siostry śp. Mety Pohl zamordowanej w ub. sobotę 27 czerwca w sklepie przy ul. Kopernika, zrzekły się spadku po niej na rzecz miasta, które ma pokryć koszty pogrzebu, a resztę rozdać między ubogich miasta. Pogrzeb śp. Pohlowej odbędzie się w środę 1 bm. o godz. 16 ze szpitala diakonisek na cmentarz ewangelicki przy ul. św. Jerzego.

Żadnych śladów – Anonim do policji.
Zbrodnia postawiła na nogi całą policję. Energiczne jednak dochodzenia nie dały żadnych wyników, nie było bowiem żadnych poszlak, które mogłyby naprowadzić na ślad sprawców zbrodni. Domyślano się jedynie, że mogą być nimi ci dwaj młodzi ludzie, w Toruniu nieznani, których w krytycznym dniu widziała w sklepie M Pohl p. Pelagia Gintrowska, tudzież p. Jan Ciepliński, sublokator M. Pohl z ul. Klonowicza, któremu dwaj jacyś podejrzani osobnicy w dniu tym proponowali kupno zegarka. Kierując się rysopisem, podanym przez tych dwoje ludzi może w przyszłości udałoby się natrafić na ślad zbrodniarzy, w każdym bądź razie przewlekłoby się to na czas długi, a trudny do określenia. Czas płyną. Opinia zdołała już ochrzcić tę tragedię jako „tajemnicę ul. Kopernika”. Aż tu po upływie ok. 4 tygodni od dnia zbrodni policja otrzymała list anonimowy ze wskazaniem z imienia i nazwiska sprawców zbrodni, którzy też wkrótce zostali ujęci: jeden w Poznaniu – Roman Konarski, drugi Stefan Lewandowski w Podgórzu, w mieszkaniu swojej narzeczonej alias kochanki. Ujęci przyznali się do popełnienia zbrodni. Zagadka straszliwej zbrodni, która do żywego poruszyła umysły mieszkańców Torunia została nareszcie rozwiązaną.

Sylwetki oskarżonych.

Stefan Lewandowski ma lat 23, urodzony i mieszka w Poznaniu przy Starym Rynku 36, kawaler, karany 3-krotnie za kradzież.
Roman Konarski, ma lat 19, urodzony również w Poznaniu i tamże mieszka przy Starym Rynku 91. Sądownie nie karany.

Jak zamordowano Metę Pohl
Podług aktu oskarżenia upatrzyli oni już od dawna sklep M. Pohl, planując nań zamach złodziejski. Przyjeżdżali do Torunia już w kwietniu br., byli wewnątrz, udając, że chcą kupić walizkę.

Ostatnia rozmowa ofiary.
Późnym wieczorem 26. 6. obaj wyjechali z Poznania do Torunia. Lewandowski zabrał ze sobą pręt żelazny, owinięty w paier i nóż składany. Przyjechali do Torunia ok. godz. 3 rano na dworzec Przedmieście, gdzie pozostali do godz. 7, poczem pieszo udali się do miasta. Na Rynku Nowomiejskim zjedli śniadanie i stąd udali się wprost na ul. Kopernika, gdzie wałęsali się jakiś czas, poczem weszli do sklepu M. Pohl, proponując jej nabycie zegarka. Gdy M. Pohl nie chciała kupić, opuścili sklep i znów wałęsali się po mieście. W pewnym sklepi rzeźnickim podpatrzyli, że jakiś klient miał banknot 100-zlotowy. Postanowili go zrabować i szli za nim czas jakiś, ponieważ jednak na ulicach panował ożywiony ruch, poniechali tego zamiaru i zjadłszy po drodze kupioną kiełbasę i wypiwszy ćwierćlitrową butelkę wódki, skierowali się znów do sklepu M. Pohl. Przed sklepem spotkali jakiegoś pana, któremu proponowali kupno zegarka (był to p. Ciepliński). Gdy ten od mówił odeszli, lecz po 10 min wrócili i weszli do sklepu, gdzie zastali M. Pohl i Cieplińskiego. Wyrazili wówczas chęć kupienia trzewików. W czasie wybierania 1 parę trzewików skradli i nic nie kupiwszy opuścili sklep. Lewandowski jednak zreflektował się, że „to jest żaden interes”, po chwili więc wrócili i oddali trzewiki Pohlowej, która była już sama w sklepie. Wywiązała się między nią a Lewandowskim dłuższa, wesoła nawet przyjazna rozmowa, prowadzona po niemiecku (Konarski po niemiecku nie rozumie – przysłuchiwał się więc tylko rozmowie). W tym czasie weszła do sklepu p. Gintrowska, która przyłączywszy się do rozmowy, pozostała sklepie ok. pól godziny. Podczas jej tam pobytu przychodzili do sklepu kupujący, a Lewandowski służył nawet za tłumacza, gdyż M. Pohl słabo mówiła po polsku i nie mogła porozumieć się z jedną z klientek.

„Wo hast du Geld?”
Kilka minut przed godz. 15 Gintrowska wyszła ze sklepu i wówczas zbrodniarze uznali, że nadeszła odpowiednia chwila. Lewandowski uderzył samotną i bezbronną kobietę łomem z tyłu w głowę; ogłuszona ofiara padła nieprzytomna na ziemię. Lewandowski krzyknął do Konarskiego: „zamknij drzwi!” Rozpoczęli wówczas pakować do walizek różne przedmioty, gdy zauważyli, że M. Pohl ocknęła się z omdlenia. Dopadli jej, uklęknąwszy na jej rękach a Lewandowski zapytał: „wo hast du Geld? – „Ich habe nich” – odpowiedziała cicho ofiara. Wówczas Lewandowski nożem zadał jej cios a gardło, przecinając mięśnie, tętnicę, krtań i przełyk. Rzężąc, ofiara, w kilka chwil skonała.
Po dokonaniu zbrodni zbrodniarze postanowili zrezygnować z większego łupu i zabrali tylko 26 zł 40 gr w gotówce i 5 zegarków. Zarzuciwszy zwłoki starą odzieżą opuścili sklep. Na ulicy podzielili się łupem po połowie i obmywszy w Wiśle ślady krwi z rąk i odzieży, po godzinie odjechali koleją do Poznania.
Akt oskarżenia w zakończeniu zaznacza, że obaj oni działali świadomie, wspólnie i harmonijnie i że jest kwestją drugorzędna, który z nich zadał śmiertelny cios.

„Oblężenie” sądu.
Obaj sprawcy zbrodni stanęli w dn. 16 bm. przed trybunałem karnym sądu okręgowego w Toruniu. Jak było do przewidzenia, rozprawa obudziła ogromne zainteresowanie. O godz. 9 rano gmach sądu oblegany był przez zastępy ciekawych na „dwa fronty”: od ul. Piekary i od Fosy Staromiejskiej, którędy wielu „spryciarzy” zamierzało przemycić się na salę rozpraw. Policja przemocą musiała usuwać publiczność, zalegającą korytarze sądu.
Skład trybunału stanowili: przewodniczący p. Chodecki i wotanci: p. Nawrocki i Pietrykowski, oskarżał prokur. Wiśniewski, bronili oskarżonych: Lewandowskiego wyznaczony z urzędu aplik. sąd. p. Jaszkowski, Konarskiego – adw. dr. Jezierski.

Wyrok.
Sąd skazujał Stefana Lewandowskiego na dożywotnie więzienie, zaś Romana Konarskiego na 10 lat ciężkiego więzienia, obu z pozbawieniem praw.
Obrońca Konarski adw. dr Jezierski zamierza w jego imieniu zgłosić apelację.

Słowo Pomorskie, lipiec – listopad 1931 r.

Komentarze do “Potworne morderstwo, w biały dzień w centrum Torunia.

  1. To już nikogo do mordowania na miejscu nie było ..? Toż nawet za bilety im się nie zwróciło 😉
    Oczywiście głupotą (delikatnie mówiąc) jest zabijanie kogoś dla tak małych pieniędzy (dla większych zresztą też), ale jeszcze większą głupotą jest chwalenie się tym komukolwiek. Nieumiejętność trzymania języka za zębami zaprowadziła obu panów za kratki.

  2. A może to sława samego budynku zagnała obu panów do sklepu pani Mety. Wszak wcześniej byli tu i Napoleon, i Chopin. Tyle, że wtedy dom „robił” za miejsce urodzenia Kopernika. Turyści przyjechali i zamiast pamiątek po astronomie zobaczyli skład szpargałów. Tylko po co zabili?

  3. Ciekawe czy skazani odbyli wyroki w całości?Osiem lat po wyroku wybuchła II wojna światowa i czy to maiło jakiś wpływ na wykonanie wyroku?

  4. Jak napisano ofiarę pochowano na cmentarzu Św. Jerzego… może ktoś wie gdzie jest jej grób ?
    Fajny ten artykuł…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *