Potworne morderstwo w Toruniu

Zredukowany urzędnik kasy skarbowej zamordował naczelnika kasy Pawlikowskiego, zranił urzędnika Obrembskiego, poczem popełnił samobójstwo. – Z przeszłości zbrodniarza.

Wczoraj w poniedziałek 17 października o godz. 3 po południu obiegła miasto nasze lotem błyskawicy wieść o potwornem morderstwie, popełnionem w Urzędzie Skarbowym, przy Rynku Staromiejskim.

09.jpg
Współpracownik nasz udał się bezzwłocznie na miejsce zbrodni.
Przed gmachem Urzędu zgromadził się liczny tłum publiczności. Wszystkich wejść strzeże policja. Przez niewielkie zabrukowane podwórze wkraczamy do lewego skrzydła budowli, gdzie na parterze mieści się wydział kredytowy. W blasku lamp elektrycznych oczom naszym przedstawia się widok okropny.
Tuż przy drzwiach, pod ladą biurowa, leży w kałuży krwi trup dwudziestokilkoletniego mężczyzny. Obok zwłok rewolwer systemu parabellum i czapka. Jest to Kazimierz Więckowski, sprawca zbrodni. O dwa kroki dalej, za ladą, spoczywają zbroczone krwią, skurczone zwłoki naczelnika urzędu, śp. Feliksa Pawlikowskiego. Bladzi i zdenerwowani urzędnicy snują się po sąsiednich pokojach gmachu, szepcząc z cicha.
Według relacji jednego z naocznych świadków zbrodni, pracownika Urzędu, podzielić się możemy z Czytelnikami następującemi szczegółami:
Kazimierz Więckowski, pochodzący z kresów wschodnich, człowiek młody, ale nerwowy i gwałtownego usposobienia, pracował w kasie urzędu w charakterze praktykanta. Ostatniemi czasy Więckowski nie stronił od kieliszka i raz nawet, będąc w podchmielonym stanie, wywołał w biurze awanturę, bijąc w stół ciężką popielniczką. Z dniem 1 bm. Więckowski został na podstawie § 116 ustawy urzędniczej zredukowany, przyczem otrzymał trzymiesięczną odprawę.
Krytycznego dnia przybył on o godz. 14:20 do Urzędu i wszedł do gabinetu naczelnika Pawlikowskiego. W tej samej prawie chwili rozległy się stamtąd dwa szybko po sobie następujące strzały rewolwerowe i z gabinetu wypadł do sąsiedniego biura kontroli naczelnik Pawlikowski, brocząc krwią i jęcząc: „Jezus!”. P. Pawlikowski dowlókł się resztką sił do pokoju wydziału kredytowego, gdzie runął na podłogę. Morderca Więckowski strzelił za uciekającym kilkakrotnie, nim jednak zdążył wybiec z gabinetu, pracownicy biura kontroli Obrembski i Strzelecki rzucili się do drzwi, usiłując je zamknąć. Zbrodniarz zdołał, niestety, wsunąć stopę między drzwi tak, iż usiłowania urzędników spełzły na niczem. W czasie szamotania Więckowski dał ognia przez szparę w drzwiach, raniąc w lewe płuco w okolicę serca p. Obrembskiego. Ten wybiegł na podwórze. To samo uczynili ogarnięci panicznym strachem urzędnicy wydziału kredytowego, skacząc z okien na bruk dziedzińca.
W lokalu pozostał jedynie woźny Łukaszewicz, który nie zdążył uciec.
Morderca Więckowski, mając już drogę wolna, wpadł do wydziału i na widok woźnego wycelował doń z rewolweru z okrzykiem: „Ręce do góry!” Struchlały woźny jął go ze łzami w oczach błagać o darowanie życia. Wówczas złoczyńca strzelił raz jeszcze do dogorywającego naczelnika Pawlikowskiego, poczem skierował lufę rewolweru w swoje usta i powiedziawszy do Łukaszewicza: „Patrz, jak się umiera!” położył się trupem na miejscu.
P. Obrembskiego przeniesiono do jednej z ubikacyj pierwszego piętra, dokąd wkrótce przybyli dwaj lekarze, kapłan z pociechą religijną i sędzia p. Herrmann, który przeprowadził dochodzenie wstępne i odebrał od rannego zeznania. Obremski przewieziony został później do lecznicy Diakonisek, gdzie pozostaje do obecnej chwili pod opieką dra T. Sokołowskiego. Jest nadzieja, że uda się zatrzymać go przy życiu.
Zaznaczyć należy, iż zbrodniarz Więckowski podobno członek „Strzelca”, był wczoraj w Grudziądzu, gdzie (również z zemsty za redukcję) dokonał zamachu rewolwerowego na wiceprezesa Pom. Izby Skarbowej, radcę Solmana (jak o tern donosiliśmy). Policja grudziądzka zdołała wpaść na jego trop i zawiadomiła depeszą komendę P. P. w Toruniu, niestety, ostrzeżenie telegraficzne przyszło do Torunia o pół godziny za późno…
Morderstwo wywołało w calem mieście wrażenie wstrząsające.
Wedle zaczerpniętych przez nas informacyj zbrodniarza Więckowskiego widywano stale w towarzystwie członków toruńskiego „Strzelca”. Był on częstym gościem podrzędnych szynków, codziennie niemal się upijał i publicznie niejednokrotnie się odgrażał, że „wymorduje wszystkich Pomorzaków”. Więckowskiego znano również jako niebezpiecznego nożowca. Kilkakrotnie „Pod ulem” przy ul. Chełmińskiej wywołał on awantury w czasie których poranił nożem innych gości. Przed kilku dniami, po jednej z takich awantur, musiano go zakutego w kajdany odstawić do aresztu.
Śp. naczelnik Pawlikowski człowiek prawego i zacnego charakteru, cieszący się w szerokich kołach społeczeństwa toruńskiego szacunkiem i sympatją.

fot1.jpg

Piastował godność wiceprezesa Tow. Powst. i Wojaków „Straż”, należał do koła toruńskiego Podoficerów Rezerwy, a w roku ubiegłym był członkiem zarządu tegoż. Tragicznej śmierci Jego towarzyszy żal powszechny.

nekrologi.gif

* * *

Wspomnienie pośmiertne
Śp. Feliks Pawlikowski urodził się dn. 10. 6. 1890 w Toruniu z ojca Stanisława i matki Katarzyny z Falęckich. Szkoły ukończył w Toruniu. Już od samej młodości brał czynny udział w życiu towarzystw polskich w Toruniu, będąc czynnym członkiem „Sokoła”. Będąc z całej duszy patriotą polskim, potajemnie doskonalił się w znajomości historji i literatury polskiej, korzystając z kursów tajnych, urządzanych z inicjatywy towarzystw polskich w Toruniu. W roku 1911 wyjechał do Warszawy celem poznania tamtejszego życia polskiego. Od samego początku wojny światowej przebył całą kampanję dość szczęśliwie, będąc w armji niemieckiej, po kolei na wszystkich frontach. Skoro dowiedział się o wybuchu powstania Wielkopolskiego, uciekł z wojska pruskiego i nie uprzedziwszy rodziny, przedarł się do wojsk wielkopolskich, do których dnia 5. 1. 1919 w stopniu st. sierżanta się zgłosił.

17_min.jpg

W bitwie pod Szubinem w końcu stycznia 1919 roku jako dowódca kompanji został dość poważnie ranny, lecz po wyzdrowieniu natychmiast wyruszył znów ochotniczo w pole, spiesząc z formacjami wielkopolskimi (I dywizja wlkp.) na obronę zagrożonego Lwowa. Walcząc przeciw bolszewikom nabawił się choroby i z tego powodu dostał przydział do garnizonu w Toruniu. Odznaczony odznakami Obrońców Lwowa, Wielkopolski i Hallerczyków. W r. 1920 przeszedł do służby cywilnej, będąc najpierw urzędnikiem Kontroli Skarbowej, a następnie objął urząd rachmistrza Kasy Skarbowej w Toruniu. Po śmierci naczelnika Kasy Skarbowej śp. Urzędowskiego, objął Zmarły naczelnictwo Kasy Skarbowej, na którem to stanowisku padł ofiarą nienawistnej kuli mordercy.
Mimo nadmiaru prac służbowych śp. Pawlikowski znalazł jeszcze tyle czasu wolnego aby móc z zapałem poświęcić się pracy społecznej w towarzystwach P. W.; brał czynny udział w towarzystwach: „Straż”, Powstańców i Wojaków, Związku Podoficerów rezerwy oraz w Sokole. Jego prawy i nieskazitelny charakter był wszędzie znany i stąd cieszył się tragicznie Zmarły wielką popularnością. W służbie nadzwyczaj sumienny i obowiązkowy cieszył się względami swoich przełożonych którzy jego zdolności odpowiednio cenili, jak również poważaniem podwładnych.

felix_min.jpg
Śp. Pawlikowski pozostawił w nieutulonym żalu żonę i 2 dzieci w 7 i 4 roku życia.

* * *

Pogrzeb śp. F. Pawlikowskiego.
Zwłoki naczelnika kasy skarbowej w Toruniu śp. Feliksa Pawlikowskiego, który padł w dniu 17. bm. z ręki mordercy, już w środę wieczorem zostały eksportowane z mieszkania przy ul. Klonowicza do kościoła P. Marji. Wczoraj w czwartek o godz. 8 rano odprawione zostało nabożeństwo żałobne, po południu zaś o godz. 16 z kościoła wyruszył kondukt pogrzebowy na cmentarz.
Kondukt otwierał oddział podoficerów rezerwy z pocztem sztandarowym na czele, dalej oddział powstańców i wojaków, również ze sztandarem, wieńce, orkiestra 63 pp., duchowieństwo. Za karawanem kroczyła rodzina Zmarłego, przedstawiciele władz i urzędów, prezydjum Związku Towarzystw z prez. Janowskim na czele, koledzy Zmarłego oraz liczne rzesze oddających ostatnią posługę zasłużonemu obywatelowi. Kondukt prowadził proboszcz par. P. Marji ks. dziekan Kozłowski. Przy dźwiękach marsza żałobnego Szopena żałobna procesja zwolna przeciągała ulicami miasta. Zachmurzone niebo i ulewny deszcz podnosiły żałobność nastroju.
Śp. F. Pawlikowski pogrzebany został na cmentarzu przy ul. Wybickiego. Pomimo ulewnego niemal deszczu, za trumną Jego kroczyły b. liczne rzesze mieszk. Torunia. Wokół dało się słyszeć wyrazy żalu za Zmarłym i słowa uznania dla zalet Jego charakteru.

100_0575_2_min.jpg

Komentarze do “Potworne morderstwo w Toruniu

  1. W którym miejscu znajdował się szpital Diakonisek?