Wkroczenie Wojsk Polskich do Torunia

Wiadomość o dniu objęcia Pomorza przez wojska polskie, wywołała powszechną radość i podnieciła znużony już długim oczekiwaniem zapał do prac przygotowawczych, aby godnie przyjąć naszych wybawców. Brały w tem udział wszystkie zrzeszenia, organizacje, cechy i towarzystwa polskie (było ich trzydzieści kilka). W tym odruchu zbiorowym, okazało się dopiero, ile zachował Toruń polskości, pomimo wyciśniętego nad nim piętna germanizmu.

W Radzie Ludowej, pierwszej urzędowej, przez rewolucjonistów niemieckich uznanej reprezentacji ludności polskiej, która utworzyła się w dzień rewolucji niemieckiej dnia 8 listopada 1918 r. zrzeszało się już przeszło 100 obywateli obojga płci wszystkich stanów i zawodów, a wiec zwołany tegoż dnia w wielkiej sali. „Viktorii” zgromadził tysiączne tłumy. Posiedzenia Rady Ludowej, pełne objawów gorącej miłości Ojczyzny, pozostawiły wśród członków niezatarte wspomnienia. Odbywały się one początkowo w jednym lokalu polskim przy ul. Wysokiej, w „Muzeum”, dziś mieszczącym książnicę im. Mikołaja Kopernika. Dopiero kiedy spostrzegliśmy, że i tam jesteśmy śledzeni przez szpiegów, przeniesione zostały do salki na chórku nad zakrystją w kościele Panny Marji.

Na tych posiedzeniach ustalono też program przyjęcia wojsk polskich. Postanowiono nie zabiegać w niemieckim Magistracie, tylko własnymi siłami i własną ofiarnością, zgotować godne przyjęcie. Ugoszczeniem żołnierza zajął się już istniejący od grudnia 1918 r. Polski Czerwony Krzyż, którego założycielem i prezesem był dr. Dandelski. Dekorację miasta powierzono specjalnemu komitetowi, w skład którego wchodzili: pp. Ralski, Arnold Rosochowicz, Edmund Lenartowicz i Helena Steinbornowa. Poszczególne towarzystwa, cechy i organizacje wystawiły bramy tryumfalne ze swemi godłami na własny koszt, dając tem świadectwo, iż żołnierza polskiego witają radośnie rodacy.

Mroźny, słoneczny poranek wita dzień 18 stycznia. Programowo o godzinie 8-ej ostatnie oddziały „Grenzschutzu” opuszczają miasto. Zbliża się południe. Ulice zaludnione coraz to gęściej. Tłumy odświętnie przybrane zalegają rynek Staromiejski i ulice obramowane girlandami, sztandarami cechów i towarzystw, grupujących się przy swoich bramach tryumfalnych. Liczne galowe pojazdy, przysłane przez obywatelstwo okoliczne, poczynają w uroczystym porządku przez strojne już ulice zwozić członków Rady Ludowej, delegacje, duchowieństwo, staruszków weteranów z r. 1863, których żyło w Toruniu siedmiu, na miejsce powitania przy dworcu miejskim, dzisiejszym placu 18 stycznia.

Nastrój radosny a zarazem pełny powagi, przejmuje wszystkich. Porządek i karność zebranych tłumów, mimo braku policji i wojska, podziwu godne.

Minęła jednak oznaczona godzina 12:30 i dalsze aż do 15-tej.

Krótko po godzinie 15 nadjechały samochody, wiozące pułkownika Skrzyńskiego, dowódcę wkraczających wojsk i jego świtę. Wysiadającym prezentuje komendant placu kpt. Tadeusz Janowski straż ludową i weteranów staruszków, których pułkownik wita podaniem ręki. Jeszcze chwila, a rycerska postać pułkownika zbliża się poprzez plac wolny, otoczony szpalerem różnych korporacyj ku czekającym go pod bramą tryumfalną reprezentantom ludności. Jemu naprzeciw postępuje komisaryczny prezydent miasta. Na tych dwóch postaciach skupia się teraz cała uwaga. Cisza zalega wielki plac i każde słowo uroczystego przemówienia prezydenta miasta, który w tej chwili występował jako prezes Rady Ludowej, słychać w ostatnich szeregach zebranych rzesz.

Wita on, w osobie dowódcy wojsk polskich przedstawiciela Rządu Polskiego, Wita Polskę, wita wolność, składając Ojczyźnie w ofierze serca uciśnionego, dziś wyzwolonego ludu polskiego, który przetrwał wiekową niewolę w ufności i w niezachwianej wierze w sprawiedliwość dziejową. Uroczysty nastrój doznaje najwyższego napięcia, kiedy najstarszy wiekiem proboszcz toruński, ks. dziekan Pełka, proboszcz przy kościele św. Jakóba, w otoczeniu duchowieństwa, udziela błogosławieństwa, które dowódca wojsk wraz ze świtą przyjmuje kornie, zginając kolana.

Wstrząsające to było wrażenie! Staropolskim zwyczajem witają pułkownika chlebem i solą trzy w narodowym stroju ubrane dziewczynki, Helena Swinarska, Mikulska i Bogna Steinbornówna.

Otoczony świtą i przedstawicielami wszystkich warstw społeczeństwa, kroczy dowódca wśród radosnych okrzyków i powiewania chorągiewek dziatwy szkolnej do miejsca wyznaczonego na defiladę wojska, naprzeciw kościoła garnizonowego między ulicami Lubicką i Jagiellońską.

Po defiladzie dowódca wraz z komisarycznym prezydentem miasta i komendantem placu i inne osoby urzędowe udają się samochodem i powozami drogą tryumfalną wśród niemilknących entuzjastycznych okrzyków na Rynek Staromiejski, przed ratusz, wznoszący się ponad tłumami zebranej ludności, zawsze jeszcze bez żadnego sztandaru. Tam oczekują ich od czterech godzin w sali magistrackiej, zebrani członkowie niemieckiego Magistratu i niemieckiej Rady miejskiej z nadburmistrzem na czele. Następuje oficjalny akt oddania miasta. Akt krótki, poważny, tak z jednej jak i drugiej strony, z godnością wykonany. O dokonaniu tego aktu historycznego zaświadczyło na zewnątrz nagłe i równoczesne zjawienie się godeł i sztandarów narodowych na wieżycy, wieżyczkach i wszystkich frontach prastarego ratusza toruńskiego. Tłumy zebrane na rynku nagie ucichły, jakby tchu w piersi zabrakło, aż naraz zerwała się pieśń potężna; „Kto się w opiekę podda Panu swemu”.

Długo jeszcze tłumy rozradowanej ludności kłębiły się w ulicach i na rynku Staromiejskim, który jako serce tego grodu, pozornie nawskroś niemieckiego rozbrzmiewał tysiącem głosów polskich.

Dzień Pomorski, styczeń 1930 r.